Internetowy poradnik
VIDEO

“Polot” czyli młody biznes po polsku na optymistyczną nutę

“Polot” czyli młody biznes po polsku na optymistyczną nutę

„Polot” – debiut fabularny reżysera serialowego Michała Wnuka, został ukończony tuż przed pandemią. Na ekrany kin wszedł pod koniec października 2020 roku i gościł na nich… tydzień. Mógł być jedną z wielu filmowych „ofiar koronawirusa” – dziełem zapomnianym, o którym mało kto jest w stanie powiedzieć choćby to, czy był to film dobry, czy też zły. Na szczęście, dzięki telewizji internetowej opowieść o młodości, pogoni za marzeniami oraz walce ze stratą zyskała nowe życie. I my możemy legalnie, bez konieczności wychodzenia z domu, sprawdzić, czy film nas pokrzepi. I z pewnością wielu z nas już po seansie nie będzie ukrywać swojego zadowolenia.

Opowieść o młodości

Wnuk w swoim debiucie reżyserskim wybrał temat przewodni, który można określić zarówno jako wyjątkowo prosty, jak i jako szalenie trudny. Jak bowiem inaczej mówić o problemie dojrzewania, zmagania się z trudnościami dorosłości oraz o pogoni za marzeniami, które zwodniczo zbliżają się do nas po to tylko, aby już za moment odlecieć tam, gdzie ich odnalezienie będzie trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej? Jak sobie z tym poradził?

„Polot” to historia Karola, w którego wcielił się obiecujący i szalenie utalentowany Maciej Musiałowski. Karol ma dwadzieścia kilka lat i jest idealnym przedstawicielem swojego pokolenia. Jest przekonany o własnej sprawczości, wie, że marzenia są po to, aby je realizować, a ponieważ życie nie rzucało mu pod nogi zbyt wielu kłód, nie ma też wątpliwości, że nawet, jeśli ma się do czynienia z trudnościami, żadna z nich nie jest na tyle poważna, aby jej nie sprostać. Oczywiście, nietrudno się domyślić, że takie, dość naiwne, postrzeganie rzeczywistości musi mieć swoją cenę. 

Momentem zwrotnym w życiu Karola i jego matki (Iza Kuna, nad której niewykorzystanym w tym filmie potencjałem możemy rozpaczać godzinami) staje się śmierć ojca chłopaka w katastrofie lotniczej. Tu dochodzimy zresztą do tego, co wyróżnia film wnuka na tle innych pozycji znanych miłośnikom polskiego kina. Film opowiada o środowisku pilotów, osobach związanych z branżą lotniczą oraz o ludziach, dla których latanie jest pasją. Taki jest zresztą także sam Karol, a choć rodzinna tragedia zmusza go do tego, aby przejść szybki kurs dorosłości, trudno nie odnieść wrażenia, że zamykając mu jedne drogi, niemal natychmiast otwiera inne.

Ku pokrzepieniu serc

W „Polocie” nie wszystko jest idealne. Mówienie o dziurawym scenariuszu to najniższy wymiar kary dla osób, które nad nim pracowały, boli też, wspomniany już, niewykorzystany potencjał dobrych aktorów. Nawet sam Musiałowski sprawia tu wrażenie osoby, która mogłaby dać z siebie zdecydowanie więcej, gdyby jego postaci dać większy ładunek emocjonalny. Nie oznacza to jednak, że „Polot” jest filmem do szybkiego zapomnienia. Przeciwnie, może okazać się znakomitą odtrutką w trudnych czasach, w których zmagamy się z następstwami pandemii, obawiamy się o przyszłość i często nie chcemy podejmować żadnych ryzykownych decyzji. Czasem warto odrzucić sceptycyzm i znowu mentalnie mieć te dwadzieścia pięć lat i właśnie o tym w nienachalny sposób przypomina nam ten film.